poniedziałek, 9 lutego 2015

moja przygoda z EGZAMINEM NA PRAWO JAZDY !!

No dobra emocje już prawie opadły więc moge sie i tu wam pochwalić.
W piątek miałam kolejny ( już 6 ) egzamin na prawo jazdy. Jak ostatnio pisałam za każdym razem jak jechaliśmy do WORD-u to mieliśmy jakąś przygodę.
Ale nie tym razem. Teraz było bardzo wręcz bym napisała spokojnie.
Tak więc tym razem dojechaliśmy bez przygód.
Niby to spokojna byłam ale tak naprawdę to cała chodziłam.
 Wiadomo stres i :
raz to że już dzień egzaminu nadszedł
dwa że dzień wcześniej wcale nie szedł mi łók ( 3 razy na nim oblałam )
trzy że to już ostatni raz przed zdawaniem wszystkiego od nowa - bo jak ostatnio 22 sierpnia zdawałam to kilka dni później zrobili że testy są już bez terminowe - ja niestety nie łapałam sie w tym przedziale, a nie uśmiechało mi sie zdawać po raz kolejny testy.
cztery to to że cały czas modliłam sie aby nie trafic na tego samego egzaminatora co dwa razy wcześniej miałam.
Przed wyjazdem wypiłam sobie zieloną kawe na rozluźnienie i koncentrację. Chociaż mnie skecało nie mogłam nic przełknąć i strasznie mnie mdliło twardo piłam i wypiłam cały mały kubeczek.
No dobra dojechaliśmy. A tam starałam sie nie myśleć ale bądzmy szczerzy, będać w word-zie i nie myśleć o tym że ma sie egzamin -NIE DA RADY !!!! I czekałam i czekałam najpierw 5 minut poźniej 30 minut i w końcu godzine. Jest ten egzaminator którego miałam dwa razy wcześniej. Wraca jedna ososba która oblała u niego , później nastepna i tak czwarta którą oblał. Myśle - MASAKRA Obym ja go nie miała. I sie doczekałam !!! Przyszedł tak tak przyszedł Pan o którego tak bardzo sie modliłam, on sie uśmiechnął ja sie uśmiechnełam az wręcz śmiać mi sie chciało. No ale nic.
Myśle : Normalnie Bomba.  Ale  nie, nie dam tobie po raz trzeci tej satysfakcji aby mnie udupić!!
 Dowód z portfela nie chciał wyjśc ale w końcu wylazł!!!
No dobra formalności załatwione no to pokazujemy. Miałam poziom płynu hamulcowego w samochodzie i dociekliwe jak zawsze pytania a gdzie ,a to jak bedzie ,a to napewo to tu. Kolejne pytanie to światła hamulca - stop.
 Egzaminator : to pewnie te białe klosze
 Ja : a gdzie tam, to te czerwone ( pokazuje gdzie i jakie) to nacisne pedła i pan sprawdzi ?
Egzaminator : ( uśmieszek) tak sprawdze czy działają.
Tak na marginesie tak wykółam co i jak jest pod maską ze wogole sie tego nie bałam, miałam tylko obawy przed światłąmi zebym czasem żle jakichś nie włączyła.
No dobra to ten nieszczęsny łók teraz trzeba zrobić. Jest Tak udało się Łók wykonany idealnie !!!! ( nawet mąż to stwierdził!!) . Teraz czas na wzniesienie. Jak tam jade to zawsze nabawie sie klaustrofobii tak wąsko tam i bałam się że sie nie zmieszcze!!!! o samo wzniesienie sie nie bałam bo mąż mnie nauczył ( czyt. zawsze podglądałam jak on to robi ) na nauce sie nauczyłam więc to dla mnie był pikuś. Tak jest udało sie jedziemy jedziemy jedziemy na miasto. Inna drogą niż ostatnio. pierwsze kilka razy włączyłam kierunek poźniej wiechałam na skrzyżowanie ( zawracałam) i nie pamietałam czy tu sie włącząło kierunek i jak sie zjezdzało na prawy i czy sie zjezdzało na prawy pas. Ale dobra nie włączyłam kierunku ale reszte dobrze zrobiłam a że duże skrzyżowanie to i mocno trzeba było sie rozglądnąc i szczerze to sie mocno zestresowałam. Ale jak mi powiedział ze powinnam włączyć kierunek to od tego momentu jakoś zszedł ze mnie strach i lęk i wogole tak sie zawziełam i pilnowałam. Oczywiście miałam niespodziewane sytuacje tzn cztery osoby wymusiło mi pierwszeństwo ( podczas całej godzinnej jazdy) ale wybrnełam z sytuacji oczywiście za kazdym razem komentarz z mojej strony był taki : (idioto !! - to w myślach) gdzie mi wyjezdzasz przecież egzamin jedzie!!
ale jechałam dalej.
Pociągał mnie po małych, wąskich, jedno kierunkowych uliczkach, niektóre z nich nie miały pasów więc strach był zebym tylko na dobrą stronę wiechała. Parkowałam raz i raz zawracałam na trzy tzn z urzyciem biegu wstecznego. Zatrzymywałam sie nawet tam gdzie nie za bardzo trzeba było. Przejechałam między samochodami a śmieciarka czyli na żyletki - miałam ochote zamknąć oczy i uciekać stamtąd bardzo szybko. Ale udało się. Trzech panów widząc mnie za kierownicą kiwało głową i sie uśmiechało jeden nawet wystawił mi kciuka ze ok :) śmieszne to było od razu humor za keirownicą mi sie poprawił. Jak to dostrzegłam?? Normalnie rozglądałam sie :) Mąż jechał do pewnego momentu za nami z odstępem tak jak mówił - nie raz patrzyłam sie w lusterko wsteczne ale wcale go nie widziałam i pewnie dobrze bo bym sie zestresowała.
W końcu już prawie cała godzina wyjechana i wiem że wracamy bo znam tą drogę. Wjezdzam na rondo ktore zjezdziłam z męzem z każdej strony wiec wiedziałam gdzie mam wjechać aby skecić w lewo i tak wjechać na pas aby nie najechać na linie.
Egzaminator : na rondzie kręcimy w lewo. Ale proszę pamiętać że kręcimy w lewo a nie do zawracania.
Ja : dobrze pojedziemy w lewo a nie do zawracania.
Jade już na prostej chce mieć 70km/h na liczniku ale samochód przede mną mnie przyhamowywuje.Tak dzieki temu autku miałam w jednym miejscu tylko 10km/h wiecej niż stał znak którego nie zauważyłam. I tu drugi błąd .
 Mysle już oblałam no świetnie tyle sie na męczyłam i tak ekstra skończyłam!!
Ale nie nie oblałam jade dalej. I już jestem w WORD-zie. I pytam zdałam??
Egzaminator : tak zdała pani, miała pani kilka trudnych sytuacji ale ładnie z nich pani wybrneła.
Ja : nie wierze , to mogę sie popłakać ze szczęścia !! super. A wie pan że już kilka razy mnie egzaminował??
E: tak kojarze
Ja : za pierwszysm i czwartym razem a ostatnim powiedział mi pan ze mam nauczyć sie jeszcze jeżdzić. Czy uważa pan ze nauczyłąm sie jeżdzić??
E: Pani W.... Uważam że Tak nauczyła sie Pani Jeździć
Ja : ( uśmiech od ucha do ucha) podziekowałam , życzyłam miłego dnia i na sam konieć paniu egzaminatorowi powiedziałam : Ja do pana to mam szczęście :) ( uśmiech pana egzaminatora ) i wywlukł mnie pan niesamowicie .
E :  tak zgadza sie :)
Wracając do męża i synka wręc frunełam tak szybko w pod skokach leciałam do nich , a ludzie sie rozglądali i patrzyli na mnie pewnie jak na wariatke albo i zazdrościli ze zdałam i krzyknełam ZDAŁAM!! i rzuciłam sie mężowi na szyje :) 
Ach ta moja przygoda!!! Na szczęście skończyła sie happy end - em którego nigdy nie zapomnę.
Zadałam u pana u którego bardzo ciężko zdać , nie wieże !!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz